Zawrót głowy i Psychoza – arcydzieła Hitchcocka dostępne na Netflixie!

0
146
Psycho scena inspirowana hitchcockiem
Słynną scenę morderstwa pod prysznicem z "Psychozy" zna chyba każdy | fot.: stock.adobe.com

Alfred Hitchcock to człowiek-legenda. Ten kultowy reżyser samodzielnie stworzył gatunek dreszczowca, na kanwie którego wyrosły znane dzisiaj thrillery czy kino szpiegowskie. Choć brytyjski twórca wyreżyserował kilkanaście świetnych filmów, w jego filmografii można znaleźć czy ponadczasowe arcydzieła – „Okno na podwórze” (1954), „Zawrót głowy” (1958) oraz „Psychozę” (1960). Co ciekawe, dwa ostatnie tytuły trafiły ostatnio na Netflixa, uzupełniając przy tym bibliotekę klasyków dostępnych na tym serwisie. Czy warto jest zobaczyć oba najważniejsze dzieła Hitchcocka pomimo ponad 60 lat, które minęły od ich premiery?

Zawrót głowy, czyli San Francisco w klimacie noir

Dziś San Francisco kojarzy się przede wszystkim z Doliną Krzemową i wysokimi wieżowcami, w których znajdują się siedziby wielkich korporacji technologicznych. Jednak w latach 50 miasto mogło się pochwalić skrajnie odmiennym obliczem – kalifornijskiej stolicy mody, pełnej eleganckich dżentelmenów i bogatych kokietek spędzających czas na towarzyskich spotkaniach. W takim właśnie świecie żyje John Scottie Ferguson (w roli tej James Stewart, weteran złotego okresu amerykańskiego kina), doświadczony i emerytowany prywatny detektyw. Zostaje on zaangażowany przez bliskiego przyjaciela do śledzenia jego żony, Madeleine (piękna Kim Novak). Scottie ratuje kobietę przed samobójczym skokiem do zatoki. Szybko okazuje się, że Madeleine cierpi na tajemniczą dolegliwość związaną z jej przeszłością. Detektyw rozpoczyna śledztwo, w trakcie którego zakochuje się w kobiecie…

Główną osią „Zawrotu głowy” jest perfekcyjnie skonstruowana, której rozwiązanie zaskoczy niejednego widza. Choć fabuła wciąga, najważniejszą zaletą filmu pozostaje jego warstwa wizualna – Hitchcock wzniósł się na wyżyny perfekcji i okiem sprawnego malarza oddał atmosferę pełnego kolorów San Francisco lat 50. Jego dzieło pokochają zarówno miłośnicy kryminałów, jak i historii romantycznych – relacja pomiędzy głównymi bohaterami aż buzuje od emocji i napięcia, a świetne role Kim Novak i Jamesa Stewarta pozwalają na stworzenie niepowtarzalnej, romantycznej atmosfery.

Psychoza – pierwszy slasher

Słynną scenę morderstwa pod prysznicem z „Psychozy” zna chyba każdy. Choć moment ten świadczy o realizacyjnym geniuszu Hitchcocka, tak naprawdę duże znaczenie jego filmu opiera się przede wszystkim na doskonałym scenariuszu. Niewielu kinomanów zdaje sobie sprawę z faktu, że Hitchcock swoim dziełem de facto stworzył konwencję slashera, czyli podgatunku horroru opartym na próbie przeciwstawienia się seryjnemu mordercy. Choć pierwszym „pełnoprawnym” slasherem były późniejsze „Czarne święta„, a gatunek ten spopularyzowało „Halloween” Carpentera, tak naprawdę to właśnie „Psychoza” jako pierwsza pokazała grozę walki z zamaskowanym prześladowcą. Co ciekawe, Hitchcock zastosował w swoim filmie wiele nowatorskich zabiegów fabularnych, spośród których najbardziej szokującym było zastosowanie fałszywego protagonisty. Nie chcemy wam zaspoilerować filmu i zepsuć zabawy, ale gwarantujemy, że brytyjskiemu reżyserowi udały się zwroty fabularne, których nie uda się wam przewidzieć!

Zarówno „Psychoza”, jak i „Zawrót głowy” to wybitne arcydzieła amerykańskiego kina, które pomimo niemal 60 lat na karku nie zestarzały się ani trochę. Dzięki Netflixowi można zobaczyć je w dobrej jakości, co pozwala na docenienie wizualnej maestrii Hitchcocka. Serdecznie zachęcamy do zobaczenia obu filmów i życzymy wam miłego seansu!

TBO