Zagłada ludzkości wg. Stephena Kinga. „Bastion”

0
481
postapokaliptyczna wizja człowiek w masce przeciwgazowej
King poświęca chorobie sporą część książki, ale wcale nie jest ona najważniejsza. Kapitan Tripps jest jedynie katastrofą, która ma pokazać zachowanie ludzkości | fot.: stock.adobe.com

Powieść „Bastion” to monumentalne dzieło Stephena Kinga, jednego z najbardziej znanych twórców horrorów obecnych czasów. Tym razem mistrz grozy postanowił pokazać świat w obliczu epidemii.

Powieści postapokaliptyczne kojarzą się głównie ze światem zniszczonym w wyniku wojny nuklearnej („Metro 2033„) lub najazdu obcych ras („Wojna światów„). Okazuje się jednak, że temat ten można ugryźć na różne sposoby. Stephen King w „Bastionie” zmieścił wiele zagadnień, które zadziwiająco dobrze się łączą, choć na pierwszy rzut oka nie wiele mają ze sobą wspólnego. Znajdziemy tu zarówno wątki rodem z powieści szpiegowskich, jak i studium społeczeństwa czy rozważania teologiczne. To zdecydowanie najobszerniejsze dzieło Kinga, ale czy także najwybitniejsze?

Kapitan Tripps dziesiątkuje ludzkość

Powieść zaczyna się w mało zaskakujący sposób. Z wojskowego laboratorium wydostaje się wirus, który błyskawicznie bierze we władanie cały świat. Choć rząd stara się organizować pomoc, a przy tym także tuszować swój udział w tym wypadku, epidemia wkrótce opanowuje wszystkie kontynenty. Na chorobę zwaną Kapitanem Trippsem nie ma lekarstwa. Wszyscy zarażeni umierają w męczarniach, aż w końcu na świecie pozostaje garstka osób, która z jakiegoś powodu jest odporna. Od tego momentu zaczynają oni mieć dziwne sny, w których pojawia się poczciwa staruszka oraz trudny do opisania, przerażający byt. Oboje chcą przeciągnąć ocalałych na swoją stronę. Po kilku miesiącach powstają dwa fronty. W Kolorado zbierają się ludzie marzący o spokoju oraz bezpieczeństwie, natomiast Las Vegas staje się siedzibą gotowych na wszystko zbrodniarzy. Wiele wskazuje na to, że starcie między dwiema grupami jest nieuniknione.

„Bastion” pod względem fabularnym jest książką niezwykle dopracowaną. King oddał w ręce czytelników postapokaliptyczny dreszczowiec z elementami horroru i to połączenie wyszło mu świetnie. Historie postanowił zaprezentować z perspektyw różnych bohaterów, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Warto jednak zaznaczyć, że protagoniści nie są ani kryształowo czyści, ani też źli do szpiku kości (z niechlubnymi wyjątkami). Odcień szarości sprawia, że całość wypada bardzo przekonująco, pomimo nie zawsze realistycznej otoczki. W dodatku każdy z bohaterów jest unikatowy, nie ma tu nijakich klonów. Postacie coś sobą reprezentują i łatwo nawiązać z nimi więź w trakcie przeszło 1100 stron.

Ludzkość w obliczu zagłady

King poświęca chorobie sporą część książki, ale wcale nie jest ona najważniejsza. Kapitan Tripps jest jedynie katastrofą, która ma pokazać zachowanie ludzkości. Bardzo szybko zaczyna dochodzić do jej degeneracji, świat staje się placem zabawy dla psychopatów oraz bandytów, którzy po prostu sięgają po to, czego pragną, nie zważając na przeciwności.

Oczywiście nie brakuje także osób, które starają się żyć w zgodzie z dawnymi zasadami. Szybko przekonują się jednak, że nie jest to łatwe, bo świat na zawsze się zmienił. Nagle muszą mierzyć się z brakiem służb medycznych, elektryczności czy rządu. Sami tworzą więc społeczność, która pozornie oparta jest na demokracji. W rzeczywistości pozytywni bohaterowie muszą posuwać się do kłamstw i manipulacji w ramach mniejszego zła. Nawet osoby całkowicie oddane Bogu nie są w stanie ustrzec się pychy. King znakomicie zgłębił ludzką psychikę oraz wszelkie bolączki społeczeństwa.

„Bastion” to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Stephena Kinga, w której autorem wykazał się nie lada kunsztem zarówno w tworzeniu intrygi, jak i pełnych życia bohaterów. Jego powieść jest bardzo rozbudowana i wielowątkowa, pokazuje różne aspekty życia oraz śmierci. Choć po raz pierwszy wydana została w roku 1978 nadal pozostaje bardzo aktualna. Sięgając po nią trzeba jednak zagospodarować odpowiednią ilość czasu, bo wciąga niesamowicie.


KKA