Gdzie diabeł mówi dobranoc?

1
1189
Podobno na Islandii wciąż żyją elfy
Podobno na Islandii wciąż żyją elfy | fot.: Fotolia

Dzisiaj – po spektakularnych sukcesach takich produkcji jak „Władca Pierścieni” czy „Wiedźmin” – niemal każdy z nas oswoił się już z właściwym dla gatunku fantasy repertuarem magicznych stworzeń. Twórcy wspomnianych dzieł inspirację dla swej twórczości czerpali nie tylko z własnej wyobraźni, ale także z tradycji i mitologii ludów, które w istnienie elfów czy smoków szczerze wierzyły. A niekiedy nawet wciąż wierzą.
Wydaje się to nieprawdopodobne, ale wedle różnych badań od 60% do 80% mieszkańców Islandii dopuszcza istnienie elfów. Jest to pokłosie zakorzenionej w nordyckiej mitologii wiary w istnienie tzw. ukrytych ludzi, po islandzku – Huldufólk. Elfy – wyglądające z grubsza niemal dokładnie jak my, jedynie znacznie od nas piękniejsze – zamieszkiwać mają terytoria, na których na stałe nie osiedlili się ludzie, takie jak lasy, wzgórza czy kurhany.

Stolica elfów

Nietypowi mieszkańcy Islandii często stanowią utrapienie dla inwestorów i budowniczych. W 2014 roku świat obiegła informacja o wstrzymaniu budowy drogi łączącej Reykjavik z Półwyspem Álftanes. Choć elfy osobiście nie zainterweniowały w tej sprawie, inwestycja została wstrzymana za sprawą nacisków ze strony lokalnych społeczności, które bały się, że wtargnięcie na ziemie zamieszkane przez elfy może spowodować ich zemstę.
W ostateczności wydaje się jednak, że obecność elfów na północnoatlantyckiej wyspie przysparza jej raczej więcej korzyści aniżeli strat.

– Islandię niezwykle boleśnie doświadczył kryzys finansowy – mówi Jolanta, ekspert centrum lotniczego Sky4Fly.net. – Z tego powodu wielu mieszkańców musiało się przekwalifikować, a do łask wróciły niedoceniane wcześniej gałęzie gospodarki, jak na przykład rybołówstwo.

Prawdziwym wybawieniem dla Islandczyków była jednak turystyka.
Okazało się, że na całym świecie znalazło się mnóstwo chętnych na spotkanie z elfami. Skorzystało na tym przede wszystkim miasto Hafnarfjörður – nazywane międzynarodową stolicą elfów. Nie bez przyczyny – ich obecność jest uwzględniona nawet w tamtejszym prawodawstwie! Włodarze miasta bardzo sprytnie wykorzystali ten fakt: turystów do wizyty w Hafnarfjörður zaczęły wabić między innymi nowo powstały Park Elfów oraz liczne pomniejsze atrakcje. W tyle nie pozostała też stolica islandzkich ludzi, Reykjavík, gdzie powstała… Elfia Szkoła, przeznaczona jednak dla zwykłych śmiertelników. Aby dołączyć do grona jej studentów, wystarczy wybrać się w lot na Islandię.

Potwór z Loch Ness

Najbardziej znanym przykładem stworzenia, którego istnienie jest dyskusyjne, a które i tak od lat przykuwa ogromne zainteresowanie, jest chyba szkocki (albo szkocka – zdaniem niektórych to kobieta…) Nessie – czyli słynny Potwór z Loch Ness.
Pierwsze podania traktujące o Nessie pochodzą z ósmego wieku naszej ery – co wskazuje, że stwór, jeśli rzeczywiście istnieje, musi być już bardzo wiekowy. Początek międzynarodowego zainteresowania monstrum datuje się jednak „nieco” później, bo na 1933 rok, kiedy to w „Inverness Courier” ukazała się relacja zawierająca opis legendarnego potwora. Według niej Nessie – przyłapany przez mieszkającego w okolicach jeziora biznesmena – kształtem miałby przypominać wieloryba.
Artykuł ten stał się początkiem trwających do dzisiaj wysiłków rozmaitych badaczy i śmiałków, którzy za cel postawili sobie dowieść istnienia potwora i poznać jego naturę. Na razie jednak twardych dowodów brak, dzięki czemu Szkoci nieustannie goszczą u siebie rzesze kolejnych turystów.
– Co zrobić, aby ujrzeć Nessie? – zastanawia się Piotr ze Sky4Fly.net. – Naprawdę trudno powiedzieć. Na miejscu na odwiedzających czeka sporo ofert wycieczek po jeziorze i jego okolicach. Może więc wystarczy odrobina szczęścia? Najpierw jednak trzeba udać się do Inverness w Szkocji.

Gdzie diabeł mówi dobranoc? W New Jersey!

Fantastyczne stworzenia nie są jednak domeną jedynie Europejczyków. Wszyscy z nas słyszeli na pewno o Yeti, ale nie wszyscy wiedzą, że w poszukiwaniu kryptozoologicznych przygód można również udać się do USA.
Mowa nie tylko o równie słynnej jak jej tybetański krewniak Wielkiej Stopie. Wśród części rdzennych Amerykanów popularna jest wiara w wendigo–krwiożerczego demona o tożsamości na tyle niejasnej, że nie sposób ustalić nawet, czy jest bytem materialnym, czy jedynie duchowym. Według niektórych wersji jego ciało może być też zbudowane z lodu. Ponad wszelką wątpliwość wiadomo jednak, że z lodu utworzone jest jego serce, a sam upiór trudni się wyrywaniem tychże z piersi niewinnych ofiar. Tym, którzy chcieliby uniknąć tak tragicznego losu, stanowczo odradzamy planowanie podróży w okolice Quebecu.
To jednak nie jedyne tak groźne miejsce na mapie tego kontynentu. Mieszkańcy stanu New Jersey uskarżają się na kłopotliwą obecność Diabła już niemal od dwustu lat! A musimy wiedzieć, że Diabeł ten jest stworem niezwykle dziwnym – według podań wygląda bowiem jak hybryda konia, nietoperza, żurawia i szczura. Lista jego przewinień jest równie okazała: od banalnego podjadania drobiu począwszy, na terroryzowaniu całych miasteczek skończywszy.
Wydaje się jednak, że w New Jersey Diabła po prostu… oswojono. Jego wizerunek stał się niemalże maskotką stanu – z łatwością można nabyć jego podobizny, tym bardziej, że budzący niegdyś prawdziwą grozę Diabeł stał się patronem lokalnego klubu hokejowego, nazwanego na jego cześć New Jersey Devils.


@infoWire